Dni Quotes

We've searched our database for all the quotes and captions related to Dni. Here they are! All 100 of them:

The reader is entertained by the journey of another, but the writer is the changer of worlds.
Rand Miller (The Book of D'ni (Myst, #3))
Zbyt popularnym afiszów językiem Gada się z każdym, lecz nie mówi z nikiem(...) Niebo wolałbym rozhukane grzmotem Niźli słoneczność dni idących potem
Cyprian Kamil Norwid (Poematy (Pisma wybrane, #2))
Lata rozpadają się na miesiące, miesiące na dni, dni na godziny, minuty na sekundy, a sekundy przeciekają. Czym jestem? Jestem pewna ilością sekund - które przeciekły. Rezultat: nic. Nic.
Witold Gombrowicz (Cosmos)
Kazdeho noveho cloveka sme sa snazili posadit na par dni na helpdesk, aby spoznal, co trapi klientov a ako vnimaju firmu.
Michal Truban (SUPPORT)
„Každý máme svojich démonov, s ktorými bojujeme. Sú chvíle, keď ich ovládneme,“ pohľadom zaletel k fotkám, „a potom sú dni, keď nás úplne pohltia.
Claudia P. Torkan (Stratená v nenávisti (Stratené, #1))
Dni naszego życia nie są podobne do dni naszej śmierci i prawa naszego życia nie są również prawami naszej śmierci.
Gustaw Herling-Grudziński (Inny świat)
Odídem. Konečne. Už som bol príliš dlho na jednom mieste. Treba opäť zmeniť vzduch. Je ešte toľko vecí, ktoré nepoznám, je ešte toľko príbehov, ktoré musím vyrozprávať. Vlastne sa všade cítim dobre, iba tam nie, kde práve som.
Dušan Mitana (Psie dni)
I chociaż o miłości mojej nic powiedzieć nie mogę - chociaż nic nie mówię o twych włosach, ustach, oczach - jednak twarz twoja, której strzegę w duszy, brzmienie twego głosu, które trwa w moim mózgu, dni września, świtające w mych snach, nadają kształt i barwę moim słowom, zdaniom, o czymkolwiek mówię, cokolwiek wypowiadam.
Constantinos P. Cavafy
Torn pages curl and brown. The flames fly up. In the flickering light a cry. Who will lift the fallen stones? Who will link the broken chain?
Rand Miller (The Book of D'ni (Myst, #3))
Nie pamięta się dni, pamięta się chwile.
Jennifer Niven (All the Bright Places)
1. Rzecz w tym, że podczas bezsennych dni, które nastąpiły po tamtej bezsennej nocy, w moim umyśle wciąż tliły się podejrzenia
Edward Snowden (Permanent Record)
Doprawdy, pomyślałam, wrzucając do torebki garść monet, niezwykła to rzecz, kiedy się wspomni gorzki smak tamtych dni, jak wielką zmianę temperamentu spowodować może stały dochód.
Virginia Woolf (Własny pokój)
Wszyscy mamy gorsze dni. Ale w porównaniu z tym co mieliśmy przedtem, czujemy, jakbyśmy dopiero teraz... żyli pełnią życia.
Kazuo Ishiguro (Klara and the Sun)
Kilka dni później dyrektor zawołał nas wszystkich i jak zawsze mówił o naszym złodziejstwie. - Przestańcie wreszcie kraść! - krzyczał. Kilka głosów z sali zapytało: - Dlaczego akurat my?
Ludvík Vaculík (The Guinea Pigs)
Dla nich była to godzina kwadrans po trzeciej któregoś popołudnia, podobna do innych godzin, do innych dni. Nie pragnęli, tak jak ja, zatrzymać tej chwili, uwięzić jej, zabezpieczyć. Oni nie odczuwali strachu.
Daphne du Maurier (Rebeca)
(...) w życiu są dobre i złe godziny, dobre i złe dni, (...) krzyżują się one i zmieniają pod wpływem istotnych lub całkiem nieistotnych okoliczności. Bywają też dobre i złe miejsca - i nie daj Bóg, żeby skrzyżowały się ze złymi porami dnia! (...)
Dorota Terakowska (Lustro Pana Grymsa (Polish Edition))
XL. przyszedłem by ci powiedzieć że jestem bez ojca i matki mojej nie widziałem przy zdrowych zmysłach a ty mnie przyjąłeś i ugościłeś choć przyszedłem z głębi wszystkich złorzeczeń i matki mojej nie widziałem w czystych sukienkach (przy jej tylu poplamionych zaświnionych fartuszkach) i wciąż jeszcze przeklinałem jej cień na drodze do własnego ochędóstwa XLI. a ty mnie pokochałeś i oczyściłeś z nienawiści lecz biada mi biada bo oto została mi zaciśnięta pięść ślepo wymierzona w dzień jutrzejszy lecz ja nie mam jutra i matki mojej nie widziałem przy zdrowych zmysłach biada mi biada bo ja nie mam dni jutrzejszych i nie doświadczam łask ojca chyba że z szaleństwa rzucę się przed siebie w ogień jeszcze większej choroby: niech to będzie poezja
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki (Imię i znamię)
Iwan Wsiewołodowicz urodził się pierwszego lutego i już na pierwszy rzut oka widać było, że jest podobny do ojca. Toroszyn oszalał i pojechał do Gutowa, by się upić. Przez trzy dni stawiał każdemu, kto mu tylko pogratulował syna, wreszcie wylądował w burdelu, by tam kontynuować zabawę.
Małgorzata Gutowska-Adamczyk (Cukiernia Pod Amorem. Zajezierscy (Cukiernia Pod Amorem, #1))
Dobrze, że jesteś, bo wczoraj znowu bolało mnie serce, a ciągle nie mam pomysłu na życie. Musisz mi pomóc, bo od szesnastu dni pada deszcz i życie powoli zaczyna mi się rozmywać. Miałem iść do dentysty, ale przybłąkał mi się wiersz o tobie, no i nie mam go z kim zostawić w domu. Dobrze, że jesteś, bo w zeszłym tygodniu „U Fukiera” śmierć znowu pytała o mnie szatniarza. Dzwoniłem dzisiaj do ciebie, ale słuchawka ugryzła mnie w rękę i pewnie ta rana tak szybko się nie zagoi. Musisz mi pomóc, bo jestem zmęczony jak Bóg, który harował przez tydzień – i nie stworzył świata...
Jarosław Borszewicz
He estado a punto de no llegar a Sevilla porque antes de ayer perdí mi DNI por tercera vez en lo que va de año. Por suerte, guardaba un pasaporte caducado con el que me han dejado volar, pero no paro de darle vueltas a esta obstinación por deshacerme de mis credenciales que me acompaña desde que soy adolescente.
Aixa de la Cruz (Cambiar de idea (Spanish Edition))
Lecz tyle tysięcy dni był pod śledztwa probą, Tyle tysięcy nocy rozmawiał sam z sobą, Tyle lat go badały mękami tyrany, Tyle lat otaczały słuch mające ściany; A całą jego było obroną – milczenie, A całym jego były towarzystwem – cienie; Że już się nie udało wesołemu miastu Zgładzić w miesiąc naukę tych lat kilkunastu. Słońce zda mu się szpiegiem, dzień donosicielem, Domowi jego strażą, gość nieprzyjacielem. Jeśli do jego domu przyjdzie ktoś nawiedzić, Na klamki trzask on myśli zaraz: idą śledzić; Odwraca się i głowę na ręku opiera, Zdaje się, że przytomność, moc umysłu zbiera: Ścina usta, by słowa same nie wypadły, Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgadły. Pytany, myśląc zawsze, że jest w swym więzieniu, Ucieka w głąb pokoju i tam pada w cieniu, Krzycząc zawsze dwa słowa: «Nic nie wiem, nie powiem!» I te dwa słowa – jego stały się przysłowiem; I długo przed nim płacze na kolanach żona I dziecko, nim on bojaźń i wstręt swój pokona.
Adam Mickiewicz (Dziady)
Umysł człowieka i słonia kształtował się, gdy poruszaliśmy się po takim samym krajobrazie, radząc sobie z tymi samymi wyzwaniami, mierząc długość dni w oparciu o wysokość tego samego słońca, a nocami nasłuchując odgłosów tych samych niebezpieczeństw. Jesteśmy zsynchronizowani, bo zasadniczo mamy podobne pochodzenie.
Carl Safina (Beyond Words: What Animals Think and Feel)
Je ako mŕtva. Nezná ma. A sama nemá mena. Ožije, až sa spustí tma. Vrak, stroskotanec. Žena.
Ján Smrek (Cválajúce dni)
- If something happens to you, I'll kill ... - Who this time? I interrupted him irritably. - Myself ... Because my life doesn't make sense without you.
Blanka Lipińska (Kolejne 365 dni (365 dni, #3))
Rivers of fire. Even the rocks burn. An island rises from the sea. Dark magic in an errant phrase. The people bow to the lord of error.
Rand Miller (The Book of D'ni (Myst, #3))
A mój mąż...Dobrze, że go nie ma, jest w pracy. Surowo mi przykazał...Wie, że lubie opowiadać o naszej miłości...Jak w ciągu jednej nocy uszyłam sobie z bandaży sukienke ślubną.Sama. A bandaże zbierałyśmy z dziewczynami przez cały miesiąc. To były zdobyczne bandaże...Mialam prawdziwą suknię ślubną! Zachowała sie fotografia:jestem w tej sukience i w butach, ale butów nie widać, tylko ja pamiętam, że byłam w butach wojskowych. A pasek zmajstrowałam ze starej furażerki...Doskonały pasek. Ale cóż to ja...O takich głupstwach...Mąż zabronił mi pisnąć choćby slowo o milości, ani mru-mru, mam opowiedzieć tylko o wojnie. Taki jest surowy. Uczył mnie z mapą...Dwa dni mnie uczył, gdzie był jaki front...Gdzie walczyła nasza jednostka... Zaraz wezmę, zapisałam to sobie. Odczytam pani. Czemu się smiejesz? Oj, jak ładnie się smiejesz! Ja tez sie śmiałam. No, bo jaki ze mnie historyk! Lepiej ci pokaże zdjęcie, na którym jestem w sukience z bandaży...Tak się tam sobie podobam...W białej sukience..." Anastasija Leonidowa Żardiecka jefrejtor, sanitariuszka W: "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
Swietłana Aleksijewicz (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety)
Pozwolę sobie przytoczyć myśl boskiego markiza de Sade: wszystko co jest m o ż l i w e w naturze, nie może być nienaturalne. Nie jest tak, że natura posiada jakieś jedno prawo, które by mówiło jak Jehowa do wszystkich stworzeń: "Płódźcie i rozmnażajcie się". Zresztą Adam nie mógł się zacząć rozmnażać natychmiast, bowiem na kobietę musiał zaczekać jeszcze dwa dni. Co robił przez ten czas, historia milczy.
Witold Jabłoński (Gorące uczynki)
Miluju čekání. Miluju čas od chvíle, kdy padne rozhodnutí, do chvíle, kdy se věci dají do pohybu. To jsou jediné minuty, hodiny, dny v mém pravděpodobně krátkém životě, kdy jsem někdo. Kdy jsem něčím osudem.
Jo Nesbø (Blood on Snow (Blood on Snow, #1))
Dwustu lat (1616-1835) potrzebowali katoliccy teolodzy, aby uznać udowodnioną tezę Kopernika o tym, że Ziemia krąży wokół Słońca. Za to nieudowodnionemu twierdzeniu o bezpłodnych dniach kobiety przyklasnęli pośpiesznie, pięćdziesiąt lat wcześniej, zanim okazało się, że dni bezpłodne wprawdzie istnieją, ale znacząco różnią się od tych wskazanych przez Poucheta i Lecomte'a, i że fatalną pomyłką było biologiczne porównanie kobiety z suczką.
Jürgen Thorwald (Ginekolodzy)
Najczęściej zdajemy sobie sprawę z jałowości przeżywanych przez nas dni dopiero wtedy, kiedy jest nam dane żyć naprawdę. Czasem te chwile są krótkie jak rozbłysk światła: tylko kilka godzin, jeden dzień, tydzień, może miesiąc. Wiemy, że jesteśmy żywi, bo czujemy ból, bo nagle wszystko zaczyna nabierać znaczenia, i kiedy ten krótki czas się kończy, cała reszta naszego życia staje się wspomnieniem, do którego nadaremno staramy się powrócić, póki starczy nam tchu.
Carlos Ruiz Zafón (El laberinto de los espíritus (El cementerio de los libros olvidados, #4))
- Som bohatá ako škriatok, - odvetila Pippi. - Cirkus si môžem vždy kúpiť. Hoci o nič nebudem bohatšia, keď budem mať viacej koní. Klaunov a pekné paničky môžem zatvoriť do skrine, ale s koňmi to bude horšie. - Trdlo, - povedal Tommmy. - Cirkus si nekúpiš. Ale musíš zaplatiť za vstupenku, keď sa ta chceš ísť pozrieť, rozumieš? - Ježiškove husličky! - zhrozila sa Pippi a zavrela oči. - Za pozeranie sa musí platiť? A ja pozerám celé dni! Ktovie, koľko peňazí som už prekukala!
Astrid Lindgren
Każdy z nas ma takie dni kiedy opiera się o lodowatą ścianę, w ręce trzymając chłodną już herbatę. Zamykamy oczy i przypominamy sobie te najwspanialsze chwilę, które przeżyliśmy. Łzy wylewają się z naszych oczu, a tęsknota rozpieprza nas od środka. Za wszelką cenę pragniemy by to wszystko powróciło. By te wszystkie wspólnie przeżyte sekundy powróciły na nowo. A najgorsze w tym wszystkim jest to że w to wierzymy. Że mamy choćby najmniejszą iskierkę nadziei ze to kiedyś powróci.
nieznany
Vždy vlastne robím to, čo nechcem, len aby som presvedčil seba samého, že sa môžem na seba spoľahnúť. Stále však zlyhávam. Uvedomujem si, že najväčšou prekážkou som si ja sám. A to si nikto rád neprizná. Také prekážky sa dosť ťažko odstraňujú. (Posledný termín)
Dušan Mitana (Psie dni)
Bohaterka tej historii chciałaby, żeby wojna i dla niej wreszcie się skończyła. Ale wojna, jeśli już się zacznie, nie ma końca. W każdym razie nie dla każdego. Generałowie podpiszą akt kapitulacji, w niebo wystrzelą kolorowe fajerwerki, szeregowcy upiją się ze szczęścia, że ocaleli. I do cywila. A dla cywili dalej trwa cicha, niewidoczna wojna. Wykrwawiają się w niej samotnie dzień po dniu, noc po nocy, rok po roku. Do końca swoich dni, a niektórzy znacznie dłużej. Wojna, jak masa upadłościowa, przechodzi na własność potomnych.
Magdalena Tulli (Włoskie szpilki)
Złóż głowę — śpiącą, kochaną, Ludzką — na moim ramieniu Niewiernym; w myślących dzieciach Czas trawi śpiesznym płomieniem Urodę, każdemu z nich daną Inaczej, i zżera je lękiem; Ale ja chcę do świtu w objęciach Mieć to żywe stworzenie, pełne Winy, niestałe, śmiertelne, Lecz dla mnie skończenie piękne. Bez granic jest dusza i ciało: Kochankom, kiedy w omdleniu Conocnym leża pod okiem Łagodnej planety Wenus, Jej blask śle wizje nietrwałe Wszechwładnej miłości, obrazy Nadziei wiecznie wysokiej; Sny, w abstrakcyjnej wersji Budzące i w chudej piersi Pustelnika zmysłowe ekstazy. Pewność, wierność nie trwa nawet Doby — zgaśnie przed północą Jak cichnący dzwonu głos, Znów modni maniacy wzniosą Swoją pedantyczną wrzawę I wróżba z kart nas postraszy: Trzeba spłacić każdy grosz Kosztów, długów i rachunków; Lecz skarb nocnych pocałunków Wartości rankiem nie straci. Piękność, północ, przywidzenia — Wszystko niknie; niech wiatr brzasku Nad twą głową, która śni, Zbudzi dzień tak pełen blasku, By wzrok i puls śpiewał pean Światu, który pędzi w śmierć; Znajdziesz i w pustyni dni Mannę mimowolnych mocy, Znajdziesz i w zniewadze nocy Miłość wszystkich ludzkich serc.
W.H. Auden
Kiedy nie mogłam mówić do Ciebie - pisałam. Rozdzieliła nas sina woda - pamiętasz - a ja pisałam do Ciebie codziennie (...). Pisząc powtarzałam głośno wyrazy, zdania - tak jak to czynię teraz - przymykałam oczy, aby Cię widzieć wyraźniej siedzącego obok mnie. Poprzez wiele dni byłeś moim jedynym rozmówcą, opowiadałam Ci o strachu, o nie urodzonej jeszcze nadziei. Moje listy, uporządkowane dokładnie, związane papierowym sznurkiem, leżą na dnie Twojej walizki (...). Nie potrafię nic wymyślić, muszę czekać. Gdyby można chociaż ominąć nie kończące się wieczory (...). A jednak potrzeba mi Twoich słów. Pamiętaj o mnie, dobrze? Może będę się mniej bała, może będę usypiała spokojniej...
Halina Poświatowska (Story for a Friend)
Jeżeli to z miłości, będzie nam wybaczone, pozostaną za nami łóżka niepościelone i napoczęte miasta, rozchylone zasłony, ledwo dotknięte rzeczy i trochę brudnych naczyń. Jeżeli to z miłości, nie pozostanie po nas pustka, jest taka wrodzona gramatyczna niezgodność, pustka nie może zamieszkać w miejscach przez nasze ciała naznaczonych, wyjdą natomiast z nich dzieci, kraje i wszelkie kolory. Jeżeli to z miłości, staną po naszej stronie zwierzęta, psy porzucone. One wybacza nam tę nieruchomość i ten zagubiony gdzieś w sobie wzrok. Będziemy leżeć i będą po nas chodzić dni i przeciągi. Zbudują na nas miasto i wolne elektrony będą nad nami się roić, warczeć, i sny, sny będą nasze na zawsze.
Tomasz Różycki
Dopiero z upływem lat zaczyna się dostrzegać pewne rzeczy. Teraz wiem na przykład, że życie dzieli się zasadniczo na trzy etapy. Najpierw człowiek nawet nie myśli o tym, że się starzeje, że czas płynie i że od pierwszej chwili, od samych narodzin, zmierzamy do wiadomego końca. Kiedy mija pierwsza młodość, wkraczamy w drugi okres i uświadamiamy sobie, jak kruche jest nasze życie. To, co z początku jest tylko bliżej nieokreślonym niepokojem, przebiera na sile, stając się wreszcie morzem wątpliwości i pytań, które towarzyszą nam przez resztę dni. I w końcu u kresu życia rozpoczyna się trzeci etap, okres pogodzenia się z rzeczywistością. Wówczas nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zaakceptować naszą kondycję i czekać.
Carlos Ruiz Zafón (The Prince of Mist (Niebla, #1))
Jam jak ten wicher światem rwał; Każdą ci rozkosz chwytałem za włosy. Mijałem w pędzie, gdziem przeczuł niedosyt, To. co z rąk uszło mi. puszczałem precz. Jam wciąż pożądał tylko i dosięgał. I znów pożądał, sił wszystkich potęgą Szturmując życie, zrazu w czynie śmiałym. Zaś dziś w mądrości i namyśle źrałym. Już dostatecznie ziemi okrąg znam ten. Zamknięty nam jest widok na świat tamten. Taki. co w górę tylko patrzy, głupiec, W chmurach na obraz swój coś chciałby upiec! Stań raczej mocno i tu się rozejrzyj! Dzielnemu świat ten nie wyda się mniejszy. Na cóż byś błąkać miał się gdzieś w wieczności! Co poznasz, w rękę da się wziąć najprościej. Więc dalej idź, dni ziemskich obwód mierząc; Gdy duchy straszą, idź dalej twą ścieżą, W dążeniu znajdziesz dość szczęścia i znoju, Ty, któryś chwili nie zaznał spokoju!
Johann Wolfgang von Goethe
Będę mówić przyjacielu. Najchętniej milczałabym, ale milczenie nie jest żadnym rozwiązaniem, milczenie nie wyjaśnia nic. A ja usiłuję wciąż na nowo wyjaśnić sobie i tobie, że to, co uczyniłam, nie było zdradą. Nawet wtedy, gdy zapragnęłam umrzeć, nie popełniłam zdrady i nie zawiodłam twojej wiary we mnie. I dlatego, przyjacielu, przeciw twojemu milczeniu będę się bronić słowami. Chcę ci przypomnieć siebie taką, jaką byłam poprzez te wszystkie lata, które mijały nam wspólnie, dni - podczas których nasze myśli płynęły równolegle, świadome swojej bliskości; wystarczało napisać list, wyciągnąć rękę, żeby napotkać twoje słowa, twój przyjazny gest. Chcę przywołać naszą przeszłość, naszą wspólną przeszłość, chcę, żebyś na tych kartkach, które białe jeszcze piętrzą się przede mną, odnalazł drganie mojego żywego serca.
Halina Poświatowska (Story for a Friend)
Trzeba to wyznać otwarcie i bez osłony, że lenistwo ducha Polski, cudem z martwych wskrzeszonej, ściągnęło na tego ducha batog bolszewicki. Polska żyła w lenistwie ducha, oplątana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jałowy biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszym dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne. Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów, najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów.
Stefan Żeromski (Na probostwie w Wyszkowie)
Najniebezpieczniejszą, choć całkiem oddzielną sprawą, przed którą chciał mnie przestrzec najbardziej, a która posłała w opary szaleństwa całe kompanie młodych biedaczyn, było czytanie książek. Ten niedobry zwyczaj nasila się ostatnimi czasy, stąd więc niewypowiedziana wdzięczność ojca, że nie wykazałem do tej pory takich tendencji. Szpitale psychiatryczne są przepełnione ludźmi, którzy czytają zbyt dużo. Kiedyś byli - tak jak my - silni fizycznie, otwarci, zadowoleni i zrównoważeni. Potem zaczęli czytać. Najczęściej przez przypadek. Jakieś przeziębienie, wymagające kilku dni leżenia w łóżku. Ładna okładka wzbudzająca ciekawość. I nagle rodzi się zły nawyk. Pierwsza książka prowadzi do następnej. I następnej, i jeszcze jednej, ogniwa w łańcuchu, który wiedzie prosto w dół, w wieczny mrok choroby psychicznej. Po prostu nie można przestać. To gorsze niż narkotyk.
Mikael Niemi (Popular Music from Vittula)
Mientras no sufran homofobia, la sodomita insolidaria no considerará que su deber ético y político es cambiar las circunstancias sociales de opresión que sufren maricas, bollos, trans, inmigrantes, trabajadoras del sexo, etc. ¿De qué sirve la lucha contra la homofobia si no se acompaña de una lucha contra los medios de exclusión social? Para empezar, para lavarle la cara al poder. Para entrar en complicidad con estrategias neoliberales que respetan a las maricas pero no se preocupan por su bienestar social, que les cambian el DNI a las trans pero no les facilitan una cobertura integral de la seguridad social y encima las psiquiatrizan y las vuelven a meter en el armario de la enfermedad mental. Una Ética Marica se tiene que hacer cargo de este absurdo ideológico, de esta hipocresía: haz con tu culo lo que te dé la gana, pero sin casa, sin trabajo, sin papeles, excluido socialmente.
Paco Vidarte (Ética marica: Proclamas libertarias para una militancia LGTBQ)
- Honey, I will give you a golden advice thanks to which, I think, my marriage with your father lasts for almost thirty-five years. I leaned toward her. - You must be selfish. Oh, it's going fat, I said soundlessly. - If you put your luck first, you'll do everything to it lasted. So you will also take care of the relationship, but one that will not destroy you. Remember, a woman who is exclusively for a man will always be unhappy, will feel oppressed and, as a result, will be whining. And men don't like whining women.
Blanka Lipińska (Kolejne 365 dni (365 dni, #3))
- I'll throw the world at your feet, girl. He began to stroke my bare shoulder with his hand, following the movement of his fingers. - I'll show you places you never dreamed of. He leaned down and kissed the piece of skin he was stroking. "I want you to see the sunrise in Burma when we fly a balloon." His lips rolled down my neck. - Let you get drunk at night in Tokyo, watching the colorful lights of the city. I closed my eyes as Nacho's lips stroked my ear. - You'll love me on a board off the coast of Australia. I will show you the whole world.
Blanka Lipińska (Kolejne 365 dni (365 dni, #3))
A jednak wrócę tam, przyjacielu, spróbuję przezwyciężyć moją niechęć i opiszę Ci najwierniej, jak potrafię, barwę jesiennych liści Nowej Anglii, barwę moich uczuć. Dwa lata chcę zmieścić na kilku stronach maszynowego papieru. Mój pośpiech skazuje mnie na selekcję, na uogólnienia, nie wiem, czy zawsze dostatecznie usprawiedliwione. Co mam Ci pokazać, co wybrać z tych chwil pełnych stawania się, pełnych różnego urodzaju, chociaż na zewnątrz podobne były do siebie jak białe zimowe dni Massachusetts. W Smith miałam pochwycić za gardło legendarną, dziewięciogłową bestię, stoczyć z nią walkę, przegrać. Ona pozostała tam opasła jak tomiska biblioteczne, drwiąca sobie z moich usiłowań, niewzruszona moją pogardą i rozczarowaniem. Pozostała zwycięska - grube tomy biblioteczne zapełniają szczelnie skrzydła rozrastającego się budynku, zgarniają wolną, zieloną przestrzeń wiatru i trawy pod ciche, równo przycięte grzędy zabalsamowanych słów. Nie od razu Smith stało się dla mnie miejscem udręki. W pierwszych, szczęśliwych dniach to był tylko entuzjazm, tylko podniecenie. Chciałam się uczyć, chciałam przywłaszczyć sobie wszystkie możliwe mądrości tej ziemi, i to w możliwie najkrótszym czasie.
Halina Poświatowska (Story for a Friend)
Bo to tak wygląda, że oto minęło kilka dni. Jakby nigdy nic. Jakby batem strzelił. Jakby pestkę wypluł. A ja przez te kilka dni, ech, Gałązko Jabłoni i wy, straszliwe manowce, ja przez te kilka dni ileż razy konałem, umierałem i zmartwychwstawałem, ileż roboty zrobiłem na zrębie, ileż potu ze mnie wyciekło, ileż tysięcy myśli przeszło przez moją głowę smugą światła jasną łagodną lub straszliwą nawałniczą ciemną smugą cienia, pętając mi czoło czarnosiną wstążką lub wprost dziurawiąc, lub trepanując mi klekoczącą czaszkę, ileż razy, mówię, przez te kilka dni umierałem i zmartwychwstawałem, i znowu padałem na pysk, i z-padłych-na-pysk wstawałem, i ulatywałem w dziedziny błękitu, i znów zapadałem w dół głębokości, tonąłem w toni, to znów stałem pięknie na grzbiecie fali jak piana, jak zwycięski śmiech, i znowu w dół, i w górę, i tak dalej, i tak dalej. Minęło kilka dni. I piszę to zdanie, nie lekkim ruchem ręki, drobnym miłym gestem, jakby się łapało wpół kota z podłogi i sadzało go sobie na kolana. Piszę to zdanie, „minęło kilka dni”, z bólem wielkim, z rozpaczą, bo nie mam sił, żeby te kilka dni, dokładnie, pięknie i straszliwie, tak jak są tego godne, opisać. Nie ma po prostu sił ten, który to tutaj wyznaje.
Edward Stachura (Siekierezada)
„w Kalifornii nie trzeba mieć domu, bo nigdy nie jest zimno” mówi Slim i śmieje się radośnie. „Rany w życiu nie widziałaś takich ślicznych słonecznych dni, że przez większość roku nawet nie potrzeba płaszcza ani węgla do ogrzewania domu ani zimowych butów ani nic. I nigdy nie umiera się z gorąca w lecie tam na północy we frisco i Oakland i okolicach. Mówię ci, to jest miejsce do życia. I nie da się już pojechać dalej w Ameryce, zostaje tylko woda i Rosja”. „A co jest złego w Nowym Jorku?” warczy matka Sheili. „Och, nic!” Slim pokazuje na okno, „Ocean Atlantycki przynosi diabelne wiatry w zimie i jakiś szatański syn przenosi te wiatry na ulice, tak że człowiek może zamarznąć na progu. Bóg zawiesił słonce nad wyspą Manhattan, ale diabeł nie wpuści go w twoje okno, chyba że kupisz sobie mieszkanie w domu wysokim na mile, ale wtedy nawet nie można wyjść odetchnąć powietrzem, bo można spaść tę milę na dół, o ile w ogóle cię stać na takie mieszkanie. Można pracować, ale wtedy w ogóle nie ma się czasu, bo osiem godzin pracy to dwanaście bo trzeba doliczyć te wszystkie metra, autobusy, windy, tunele, promy, schody i znowu windy i jeszcze czekanie, bo to wielkie i beznadziejne miasto. Ale nie, w Nowym Jorku nie ma nic złego.
Jack Kerouac (Pic)
W odpowiedzi de Gaulle poparł drugą stronę. W kwietniu 1956 roku zaczął przekazywać duże ilości nowoczesnej broni do Izraela. Malutkie państwo w końcu zyskało rzetelnego i pierwszorzędnego dostawcę broni. Po upaństwowieniu przez Egipt Kanału Sueskiego w 1956 roku kontakty się pogłębiły. Transport morski z tego regionu do Europy był w przypadku Francji uzależniony od Suezu. IDF pomógł zagwarantować Francji dostęp do Suezu, a w zamian za to Francja wysyłała do Izraela jeszcze więcej broni. Im bliżej i częściej Francuzi i Izraelczycy współpracowali, tym bardziej te dostawy się zwiększały. Agencja szpiegowska de Gaulle’a pozyskała pomoc Izraela przy osłabianiu antyfrancuskiego oporu w Algierii, jednego z bastionów kolonialnych Francji. W 1960 roku Francja obiecała dostarczyć Izraelowi w ciągu następnych dziesięciu lat dwieście czołgów AMX-13 i siedemdziesiąt dwa myśliwce odrzutowe Mystère.3 Ale 2 czerwca 1967 roku, na trzy dni przed zaplanowanym przez Izrael wyprzedzającym atakiem na Egipt i Syrię, de Gaulle całkowicie odciął się od Izraela. – Francja nie wyrazi zgody – a co dopiero mówić o udzieleniu wsparcia – krajowi, który pierwszy użyje broni – powiedział swojemu gabinetowi.4 Jednak w decyzji de Gaulle’a chodziło o coś więcej niż próbę zażegnania wojny na Bliskim Wschodzie. Nowe okoliczności wymagały nowych francuskich sojuszy. Do 1967 roku Francja wycofała się z Algierii. Mając za sobą długą i zaciekłą wojnę w północnej Afryce, de Gaulle za priorytet uznał zbliżenie ze światem arabskim. W interesie Francji nie leżało już stawanie po stronie Izraela. – Gaullistowska Francja nie ma przyjaciół, tylko interesy – zauważył wtedy francuski tygodnik Le Nouvel Observateur.5
Anonymous
Kakor v odgovor na to novo stvarnost je Gabriele govoril o demokraticnosti in o dobrem sozitju v nasi obmorski dezeli, in pritem so njegove oci begale od mene k dolgim rezancem na mizi, pa spet k meni, kakor da dvomijo, ce bom verjel novim besedam. In priznam, da se mi je, ko sem ga poslusal, njegovo razodetje zdelo cudno, in res sem pomislil, da ima za tiste izraze o bratstvu najbrz poglavitno zaslugo neponovljivo okolje, v katerem so bili izreceni; ker v dokoncni enakosti v gladu in pepelu res ni bilo mogoce se misliti na trmo o dozdevnih prednostih in razlockih. Prav zato pa se mi je zdelo neumestno, da mi po toliko letih skupnega bivanja na istih ulicah in na istem obrezju somescan, pripadnik italijanske elite, prvic govori v cloveskem jeziku prav tukaj, kjer je bilo vse clovesko postavljeno na tehtnico; in ceprav sem se zavedal, da je nespremenljiva enakost obsojenih teles odrinila stran vse zapreke, sem se vendar upiral misli, naj bi skupni strah pred pecjo botroval pri spocetju novega bratstva. Strah je bil namrec substanca nase skupnosti ves cas, od konca prve svetovne vojske, od tistih dni, ko so knjige s polic nasih knjiznic stresli pred Verdijev spomenik in se radovali zubljev, ki so jih pozirali. In potem je bil strah nas vsakdanji kruh, ko so postajali pogorisca nasi odri v predmestjih, ko je fasist streljal celo na slovenskega pridigarja v templju ob Kanalu, ko je vaski jeticni ucitelj s svojo slino kaznoval ustnice dekletca, ki se je predrznilo spregovoriti v rodnem jeziku. Ali ni bil ob vsej tej preteklosti zakasnel vznik prijateljske besede v krematorijskem svetu? Ali se ti trzaski italijanski clovek pribliza samó takrat, ko preti tudi njemu unicenje?
Boris Pahor (Necropoli)
A vážně hrozné je, že celkem zakrátko přijde Maj Britt na obláček k von Borringově matce na permanentní návštěvu, protože Maj Brittiny dny se už krátí, a přestože její vztah k Bohu je poněkud vlažný, bohatě stačí na to, aby byla Maj Britt vpuštěna do nebe, pochyby jí budou přičteny k dobru a bude umístěna na stejný obláček jako ostatní lidé z její obce, protože tak to v nebi chodí, respektují se tam hranice obcí, a jestliže von Borringově matce už teď připadá vyčerpávající tam sedět, dokážete si sami představit, v jaké peklo se jí pobyt promění po Maj Brittině příchodu. A ostatně: v rozporu s tím, v co, jak se zdá, věří mnoho křesťanů, to není tak, že by si s sebou člověk do nebe nesměl nic vzít. Jednu věci si totiž každý vzít může. Proto je třeba volit obezřetně. Von Borringova matka si vybrala truhlu s morfiem a Maj Britt si zvolí kamion marihuany. Diskuse mezi nimi budou duchaplné i iritující a budou probíhat opravdu dlouho předlouho.)
Erlend Loe (Volvo Lastvagnar (Doppler, #2))
On poszcząc przez czterdzieści dni na pustyni * własnym przykładem uświęcił okres pokuty, * On zniweczył wszystkie podstępy szatana * i nauczył nas zwyciężać pokusy do grzechu, * abyśmy z czystym sercem obchodzili święta wielkanocne * i w końcu doszli do Paschy wieczystej.
Anonymous
Zakładając, że frekwencja w eurowyborach będzie niska, nie trzeba już nikogo przekonywać do swoich racji, a jedynie mobilizować elektorat najbardziej radykalny. Dlatego PiS od kilku dni zaostrza kampanię. A do takiej kampanii przeprosiny nie pasują. Kaczyński stracił szansę, by być przyzwoitym. Trudno, by traktować jak człowieka kogoś, komu we własnej propagandzie odbiera się ludzkie cechy.
Anonymous
Miła moja, kochana. Taki to mroczny czas. Ciemna noc, tak już dawno ciemna noc, a bez gwiazd, po której drzew upiory wydarte ziemi — drżą. Smutne nieba nad nami, jak krzyż złamanych rąk. Głowy dudnią po ziemi, noce schodzą do dnia, dni do nocy odchodzą, nie łodzie — trumny rodzą, w świat grobami odchodzą, odchodzi czas we snach. A serca — tak ich mało, a usta — tyle ich. My sami — tacy mali, krok jeszcze — przejdziem w mit. My sami — takie chmurki u skrzyżowania dróg, gdzie armaty stuleci i krzyż, a na nim Bóg. Te sznury, czy z szubienic? długie, na końcu dzwon — to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabość rąk. I ulatuje — słyszę — ta moc jak piasek w szkle zegarów starodawnych. Budzimy się we śnie bez głosu i bez mocy i słychać, dudni sznur okutych maszyn burzy. Niebo krwawe, do róży podobne — leży na nas jak pokolenia gór. I płynie mrok. Jest cisza. Łamanych czaszek trzask; i wiatr zahuczy czasem, i wiek przywali głazem. Nie stanie naszych serc. Taki to mroczny czas.
Anonymous
Owe zapiski zaczął prowadzić 19 marca 1879, w wieku szesnastu lat, a ostatni fragment zaledwie o dwa dni poprzedza jego śmierć. Całość liczy sobie prawie osiem tysięcy stron, nie jest to więc lektura na nasze rozpędzone czasy.
Anonymous
Obudziłem się po 3 tygodniach śpiączki. Podobno szybko usunąłem z nosa rurkę do karmienia i zacząłem dobierać się do tracheotomii[8], więc przywiązali mnie do łóżka. (to normalne). Pierwszych dni po obudzeniu nie kojarzę, otumaniony lekami byłem. Ale dziwne uczucie, kiedy ruszasz tylko jedną stroną ciała. Dotykasz drugiej, czujesz to, możesz sprawić sobie ból, ale nie jesteś tą stroną ruszać. Obłęd dla umysłu. W każdym razie schudłem 26 kg w 3 tygodnie i poruszałem się na wózku inwalidzkim. Byłem sparaliżowany lewostronnie.
Anonymous
Kto chce posiąść inkluz (tj. pieniądz, który raz wydany zawsze wraca do właściciela) ma jajo od czarnej kury włożyć za krokiew, a włożywszy, nie myć się przez dziewięć dni i przez tyleż dni nie odmawiać pacierza. W dziewiątym dniu zrodzi się inkluz. ==========
Anonymous
Właściwie od kilku dni sypiał tylko nieregularnym, urywanym snem. Teraz musiał do zmroku pozbyć się zmęczenia zgromadzonego w organizmie. Potem zdrowy i odświeżony ma stąd wyjść i skierować się na plac zabaw. Jego organizm instynktownie domagał się pozbawionego myśli odpoczynku.
Anonymous
Przejrzałem moje notatki i nie spodobały mi się. Spędziłem trzy dni w U.S. Robots, a równie dobrze mogłem zostać w domu i wertować Encyclopedia Tellurica.
Anonymous
O, w jakże przeklętej chwili dumy i zaślepienia modlił się, by portret nosił brzemię jego dni, on zaś zachował nieskażony wdzięk wiecznej młodości. Wszystkie jego błędy stąd pochodziły. Lepiej byłoby, gdyby każdy grzech jego życia sprowadził był szybką, pewną karę. W karze było oczyszczenie. Modlitwa człowieka do Boga sprawiedliwego nie powinna brzmieć: „I odpuść nam nasze winy”, lecz: „Karz nas za nasze przewinienia.
Anonymous
Wypili, zakąsili, chlapnęli na drugą nogę bo po pierwszym się przecież nie zakąsza... Potem wypili trzeciego, bo Boh trojcu lubit, potem czwartego bo chata ma cztery kąty a koń cztery kopyta. Potem po piątym, bo ręka ma pięć palców, a czołg czterech pancernych i psa, potem po szóstym, bo tydzień dawniej miał sześć dni roboczych, potem po siódmym, bo jednak siedem dni w tygodniu było, a skarb zawsze leży siedem kroków od miejsca, w którym się go szuka...
Anonymous
Gwiazda ojca Rydzyka Od 16 lat w środowisku Radia Maryja wzrasta kult Magdaleny Buczek, założycielki Podwórkowych Kółek Różańcowych Dzieci. Jej potencjał właśnie zauważyli politycy. Waldemar Deska / PAP Magdalena Buczek. Trzecia od prawej jej matka Pelagia Bronisława. Elżbieta Turlej | 1257 words Pasowanie 27-letniej Madzi Buczek na Magdalenę odbywa się w lipcu 2014 r. na zjeździe sympatyków Radia Maryja. Pasowania dokonuje prezes PiS Jarosław Kaczyński, który – co natychmiast wychwytują media ojca Rydzyka – odnajduje ją w tłumie i całuje w dłoń. „To przywitanie, nie jak z dzieckiem, ale z dorosłą kobietą, pozostanie w mojej pamięci na długo” – mówi w programie „Aktualności dnia” Telewizji Trwam prof. Janusz Kawecki, przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja w Służbie Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu. Przez kolejne dni do Radia Maryja dzwonią telefony pochwalne pod adresem prezesa Kaczyńskiego i senatora PiS Stanisława Koguta. Który – jak zaznaczył prof. Kawecki – nie myśląc o sobie, zaprowadził prezesa do pań Buczek, bo oprócz Magdaleny była tam też jej mama, sympatyzująca z PiS Pelagia Bronisława. Wybrana Obie panie są znane rodzinie Radia Maryja od początku istnienia rozgłośni. Pelagia Bronisława wozi Magdę do toruńskiej Betlejemki nie tylko, żeby się pomodlić, ale też porozmawiać z ojcem Rydzykiem. Również na antenie. We wrześniu 1997 r. – akurat wracają z pielgrzymki do Górki Klasztornej i wpadają do Torunia – ojciec Tadeusz zaprasza je do studia. Interesuje go, jak minęły wakacje, i wtedy dziewięcioletnia Madzia mówi o swoim pomyśle założenia Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci (PKRD). Idea jest prosta: zamiast siedzieć bezczynnie albo co gorsza łobuzować dzieci mają się modlić na różańcu. Także w intencji Radia Maryja. Ojciec Rydzyk rzuca w eter, że inne maluchy też powinny na własnych podwórkach zakładać takie koła. Idea rozkwita. Ruch rozrasta się z czterech członków (Magda i trójka jej kolegów z Łazisk) do 150 tys. w 33 krajach (stan na dziś). Wśród nich honorowi kółkowicze, na czele z Janem Pawłem II (dostał legitymację podczas pielgrzymki w Drohiczynie) i oczywiście ojcem Tadeuszem, uznawanym za ziemskiego tatę duchowego małej armii. Ojciec Dyrektor docenia charyzmę Madzi, co tydzień oddaje jej antenę, podczas zjazdów PKRD (raz w miesiącu diecezjalnych, co roku ogólnopolskich) zapewnia patronat medialny. Ale też skwapliwie, również za pomocą swojego, startującego właśnie, „Naszego Dziennika”, zaczyna tworzyć jej legendę. Legenda składa się z niezwykłych wydarzeń i znaków. Pierwszym cudem jest poczęcie: Pelagia Bronisława i jej mąż przymierzali się do adopcji. Lekarze nie dawali szans na poczęcie drugiego dziecka, ale Madzia przyszła na świat. Gdyby nie doświadczony położnik – tu drugi cud – obie z matką mogłyby umrzeć. Wreszcie trzeci: pediatra orzekł, że dziecko, które urodziło się bez uwapnionej czaszki i kości, przeżyje najwyżej pięć dni. Szóstego dnia rodzice na własne życzenie zabrali Madzię do domu. I tu, po cudach, zaczyna się seria znaków. Dziewczynka nie rośnie (choruje na wrodzoną łamliwość kości, organy wewnętrzne rozwijają się normalnie, ale układ kostny stoi), cierpi (organizm nie przyswaja leków przeciwbólowych), lecz rozwija się intelektualnie lepiej od rówieśników. Ma niewiele ponad rok, kiedy mówi pełnymi zdaniami, recytuje „Aniele Boży Stróżu Mój”, czyta „Dzienniczek Świętej Faustyny”, odmawia różaniec, słucha Radia Maryja. I przy każdej okazji powtarza, że jej cierpienie służy Bogu. Pelagia Bronisława – która po nagłej śmierci męża poświęca się opiece nad młodszą córką – przyznaje, że to łaska móc w tym uczestniczyć. Atakowana Madzia jako mały wielki człowiek, wysłanniczka Boga
Anonymous
Adam rozlišoval skoré a neskoré dni v týždni. Skoré sú vlastne len dva, pondelok a utorok, pričom druhý akoby bol skorý iba ráno, do dvanástej hodiny, potom je už veľmi blízko streda. Niekedy je bližšie, inokedy ďalej, no stáva sa, že už v pondelok večer vidí, ako utorok prefičí do stredy, čo je iba zdanlivo stred týždňa, príliš skorý a zdanlivý stred. Tým naozajstným stredom je až štvrtok s tromi dňami pred ním a s rovnakým počtom za ním, aspoň geometricky, pretože opticky je skôr prvým skorším dňom na konci týždňa, čo nie je nič iné ako prvý neskorý deň toho istého týždňa. Potom sa ukáže piatok, ktorý je v pondelok ráno v takej diaľke, až sa zdá, že za ním nemôžu byť ďalšie dni: sobota a nedeľa. Akoby tam boli iba zo zvyku, akoby tým koncom týždňa bol naozaj piatok. Z tohto pohľadu sa potom sobota a nedeľa javia ako prvé skoré dni ďalšieho týždňa, čím sa z pondelka a utorka stávajú akési čudné dni, topiace sa v rozpakoch, ba možno aj v plači, lebo nevedia, kde sú: začiatok im niekto ukradol a koniec je ďaleko.
Dušan Dušek
W kwietniu 1963 roku Jan XXIII opublikował encyklikę „Pacem in terris”, czyli „Pokój na ziemi”, w której zaatakował wyścig zbrojeń, wojnę nazwał pogwałceniem praw, a nie ich przywracaniem, i zaapelował o ochronę ludzi, którzy z powodów religijnych odmawiają służby wojskowej. Parę dni później Merton napisał do generała trapistów: „Dobrze, że encyklika papieża Jana XXIII nie musiała przechodzić przez naszą cenzurę: czy mógłbym wrócić do pisania?”. Usłyszał odmowę.
Anonymous
Gazeta Wyborcza (AGORA SA) - Clip This Article at Location 62 | Added on Wednesday, 15 April 2015 09:31:04 MINISTROWIE PRZERZUCAJĄ SIĘ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ZA ZANIECZYSZCZENIA POWIETRZA NIE WIDAĆ, ALE PROBLEM JEST DOMINIKA WANTUCH (GAZETA WYBORCZA) | 426 words – Mamy coraz czystsze powietrze – przekonywał w poniedziałek minister środowiska Maciej Grabowski na zorganizowanej przez „Gazetę Wyborczą” debacie „Oddychać po ludzku”. Kilkudziesięciu aktywistów i badaczy, którzy do Warszawy zjechali z całej Polski, ze zdumienia przecierało oczy. Bo oddychamy pyłami. Zgodnie z unijnymi normami stężenie pyłu PM10 nie może przekraczać 50 mikrogramów na metr sześcienny przez więcej niż 35 dni w roku. W Warszawie ów limit został wykorzystany w ciągu zaledwie 3,5 miesiąca. A w południowej Polsce i na Śląsku to stężenie sięga nawet 300 mikrogramów! Grabowski tłumaczył, że rząd o problemie zanieczyszczonego powietrza dotychczas nie rozmawiał. Jak to możliwe w jednym z najbardziej zanieczyszczonych krajów UE, któremu Komisja Europejska grozi miliardowymi karami za brudne powietrze? Politycy zdają się mówić: „Powietrza nie widać, więc problemu nie ma”. Ale jest. Przeważająca część Polski oddycha szkodliwymi substancjami. Pochodzą głównie z samochodów i domowych pieców węglowych, do których wrzucamy byle jaki węgiel. W pyłach jest niemal cała tablica Mendelejewa – siarka, związki azotu, wapnia, chloru, trujące wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, rakotwórczy benzo(a)piren, furany. Są też dioksyny, czyli te same substancje – choć oczywiście w mniejszym stężeniu – którymi próbowano otruć prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę. Z badań lekarzy z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie wynika, że matki, które były narażone na wysokie stężenie pyłów, rodzą dzieci o mniejszej wadze i mniejszym obwodzie głowy. Po kilku latach widać gorsze wyniki w testach inteligencji tych dzieci, większe problemy z pamięcią i koncentracją, a także wyższy poziom niepokoju. Badania dr Ewy Czarnobilskiej z UJ dowodzą, że krakowskie dzieci (Kraków jest najbardziej zanieczyszczonym miastem w Polsce) częściej chorują na astmę oskrzelową. W skali ogólnopolskiej to 6 proc. dzieci. W Krakowie prawie 16 proc. Tymczasem ministrowie przerzucają się odpowiedzialnością za zanieczyszczenie powietrza. Minister gospodarki Janusz Piechociński twierdzi, że problem nie leży w jego kompetencjach. Choć to właśnie on jest odpowiedzialny za wprowadzenie norm eliminujących z rynku najgorszej jakości węgiel i piece. Minister środowiska przekonuje, że sam może niewiele. I zamiast działać, stawia na uświadamianie, jak palenie węglem i spaliny samochodowe są złe. Są. Wiemy to. Ale bez zmian w prawie powietrze nie będzie lepsze. Wystarczy spojrzeć za zachodnią granicę. Niemcy wpuszczają do miast tylko auta spełniające określone normy emisji spalin. Londyn i Wiedeń wprowadzają wysokie opłaty za parkowanie w mieście. Większość krajów UE od lat eliminuje piece węglowe i zabrania spalania trujących miałów, mułów czy flotokoncentratów. A w Polsce? W Polsce podnosi się próg, przy którym ogłaszany jest stan alarmowy. Jeszcze kilka lat temu było to 200 mikrogramów na metr sześcienny stężenia pyłów. Dziś – 300. Minister gospodarki nie przychodzi na debatę, bo problem go nie interesuje. Minister środowiska bezradnie rozkłada ręce. Nic więcej. ==========
Anonymous
Żyjemy zawsze w oczekiwaniu czegoś lepszego, i to często zarazem w pełnej żalu tęsknocie za minionym. Rzeczy teraźniejsze natomiast przyjmujemy w poczuciu tymczasowości, uważając je za nic innego, jak tylko drogę do celu. Dlatego ludzie, spoglądając u kresu swoich dni wstecz, stwierdzają zazwyczaj, że całe ich życie upłynęło pod znakiem ad interim, i ze zdziwieniem widzą, że to, co na ich oczach przechodziło tak niedocenione i mdłe, stanowiło właśnie ich życie – było tym właśnie, w czego oczekiwaniu żyli (...)”.
Anonymous
Nejprve si ale v restauraci hotelu dopřál k obědu zdejší specialitu, široko daleko vyhlášenou drůbeží roládu. Tato okřídlená krmě vznikla tím, že do dutiny v krůtě zasadili husu, do ní kachnu a do ní ještě křepelku, mezery mezi ptáky vyplnili čtyřmi různými nádivkami — z krůtích, husích, kachních a křepelčích vajec, a všechno dohromady dva dny pomalu udili nad bukovým dýmem. K plátkům rolády, které svými vrstvami Durmanovi připomínaly leštěné jaspisy ze zdí kaple svatého Kříže na hradě Karlův Týn, se podávaly drobné bramborové noky, pro silnější chuť vařené ve slepičím bujónu. Hostinu zakončil zvláštním, ale velelahodným dezertem — pečeným sladkým jelítkem s náplní z vepřové krve, mletých jater, perníku a marcipánu.
Anonymous
Minęło z górą trzydzieści dni, zanim zobaczyłem ujście wielkiej rzeki. Rzuciliśmy kotwicę przy siedzibie władz. Moje miejsce pracy znajdowało się jeszcze jakieś dwieście mil dalej. Dlatego najszybciej jak się dało wyruszyłem w górę rzeki, do miejsca położonego około trzydziestu mil dalej.
Anonymous
Większość lekarzy sądowych to patolodzy sądowi – lekarze specjalizujący się w chorobach lub urazach tkanki. Jeśli mają okazję przeprowadzić sekcję zwłok w ciągu kilku godzin lub nawet dni od śmierci danej osoby, potrafią zwykle z zadziwiającą dokładnością określić czas i przyczynę zgonu. Kiedy jednak ciało znajduje się w stanie zaawansowanego rozkładu, przeprowadzenie autopsji może być trudne lub nawet niemożliwe. Tkanka miękka przechodzi w stan ciekły za sprawą oddziaływania bakterii, zmian chemicznych na poziomie komórek (proces rozpadu komórek zwany autolizą) oraz żerowania czerwi. Wraz z tkanką miękką znikają fizyczne ślady, których szuka patolog, takie jak rany zadane nożem. Jeśli jednak ślady ostrza lub innych urazów widoczne są na kościach, wykwalifikowany antropolog sądowy może odczytać ze szkieletu zdumiewającą ilość informacji długo po tym, gdy przeprowadzenie sekcji staje się niemożliwe.
Bill Bass, Jon Jefferson
Kočujeme a hovoríme latinčinou našich čias. Keď sa minú peniaze, ideme ďalej. Nájdeme si nových priateľov. Vybudujeme nové rutiny. Vymeníme milencov. Smutnú tvár Picassovho klauna si odkladáme na dni kufra.
Zuska Kepplová (Buchty švabachom)
People like Mike McConnell don’t really move from public office to the private sector and back again; that implies more separation than actually exists. Rather, the U.S. government and industry interests essentially form one gigantic, amalgamated, inseparable entity—with a public division and a private one. When someone like McConnell goes from a top private sector position to a top government post in the same field, it’s more like an intracorporate reassignment than it is like changing employers. When McConnell serves as DNI he’s simply in one division of this entity, and when he’s at Booz Allen he is in another. It’s precisely the same way that Goldman Sachs officials endlessly move in and out of the Treasury Department and other government positions with financial authority, or the way that health care and oil executives move in and out of government agencies charged with regulating those fields. In
Glenn Greenwald (With Liberty and Justice for Some: How the Law Is Used to Destroy Equality and Protect the Powerful)
Как в свое время сказал Эйнштейн, дважды удостоенный Нобелевской премии: «Считай, что ты ничего не понимаешь, если ты не в состоянии понятно объяснить это своей бабушке».
Janusz Leon Wiśniewski (188 dni i nocy)
Przez trzy dni Tomek bardzo interesował się stanem zdrowia sędziego i zbierał o nim wszelkie informacje. Czasami sędzia rokował takie nadzieje, że Tomek już wyciągał swój wspaniały organizacyjny mundur i przymierzał go przed lustrem. Ale sędzia tak kaprysił, że aż wstyd. Wreszcie rozeszła się wieść, że mu się polepszyło i wkrótce wróci do zdrowia. Tomek obraził się na całego, uważał, że jest poszkodowany. Zgłosił więc swoją rezygnację z członkostwa w „Wyznawcach Wstrzemięźliwości”, a tej samej nocy sędzia dostał ataku i zmarł.
Anonymous
Arthur Schopenhauer. W swojej rozprawie „Metafizyka życia i śmierci” pisał: „(...) Żyjemy zawsze w oczekiwaniu czegoś lepszego, i to często zarazem w pełnej żalu tęsknocie za minionym. Rzeczy teraźniejsze natomiast przyjmujemy w poczuciu tymczasowości, uważając je za nic innego, jak tylko drogę do celu. Dlatego ludzie, spoglądając u kresu swoich dni wstecz, stwierdzają zazwyczaj, że całe ich życie upłynęło pod znakiem ad interim, i ze zdziwieniem widzą, że to, co na ich oczach przechodziło tak niedocenione i mdłe, stanowiło właśnie ich życie – było tym właśnie, w czego oczekiwaniu żyli (...)”.
Anonymous
Jeśli dacie człowiekowi więcej niż się spodziewał, będzie was wychwalał przez całe życie. Jeśli stworzycie atmosferę oczekiwania i będziecie ją odpowiednio podsycać, to odniesie skutek. I wręcz przeciwnie, jeśli zyskacie reputację, że jesteście zbyt dobrzy, zbyt uzdolnieni... strzeżcie się. Lepsza sztuka będzie w ich głowach, a jeśli dacie im choć uncję mniej niż sobie wyobrażali, nagle okaże się, że ponieśliście porażkę. Nagle będziecie bezużyteczni. Człowiek znajduje jedną monetę w błocie i opowiada o niej przez wiele dni, ale kiedy otrzyma spadek, który okazuje się o jeden procent niższy od spodziewanego, twierdzi, że został oszukany.
Anonymous
Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne - obraz dni, które czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi. Jeno odmień czas kaleki, zakryj groby płaszczem rzeki, zetrzyj z włosów pył bitewny, tych lat gniewnych czarny pył.
Krzysztof Kamil Baczyński
In the summer of 2014, then-Senate Majority Leader Harry Reid (D-NV), Senator Chuck Schumer (D-NY), and other members of the Democratic brain trust introduced a measure to amend the First Amendment as follows: Authorizes Congress and the states to regulate and set reasonable limits on the raising and spending of money by candidates and others to influence elections. Grants Congress and the states the power to implement and enforce this amendment by appropriate legislation, and to distinguish between natural persons and corporations or other artificial entities created by law, including by prohibiting such entities from spending money to influence elections. Declares that nothing in this amendment shall be construed to grant Congress or the states the power to abridge the freedom of the press.8 So, let me get this straight: The amendment would allow politicians in Washington, D.C., and state capitals to regulate speech that directly relates to the business of government and their jobs—the type of speech that should be most protected! This con job was nothing but a power grab to control how citizens—including corporations and conservative interest groups—can express their political views, a grab to help keep corrupt incumbents in office. After all, it’s tough to be voted out of office when you help control what your opponents and constituents can say about you. And it’s awfully hard to express one’s individual right to a fair vote when the outcome of an election is effectively rigged. Note the special carveout for the media. Reid and company were trying to make it so corporations and conservative interest groups would be muzzled, but unions and the Democrats’ tame press would be free to spew any kind of biased crap they like. If they can’t win elections fair and square, Democrats are more than willing to silence huge portions of the citizenry to stay in power. Had the amendment somehow passed, it would have been the first time one of the Constitution’s core individual rights would have been infringed through the amendment process itself.9 The attempt itself is disgraceful.
Eric Bolling (Wake Up America: The Nine Virtues That Made Our Nation Great—and Why We Need Them More Than Ever)
Queremos apoderarnos del género, redefinir nuestros cuerpos y crear redes libres y abiertas donde poder desarrollarnos, donde cualquiera pueda construir sus mecanismos de seguridad contra las presiones de género. No somos víctimas, nuestras heridas de guerra nos sirven como escudo... Nos presentamos no como terroristas, sino como piratas, trapecistas, guerrilleros, RESISTENTES del género… Defendemos la duda, creemos en el «volver atrás» médico como un seguir hacia delante, pensamos que ningún proceso de construcción debe tacharse de IRREVERSIBLE. Queremos visibilizar la belleza de la androginia. Creemos en el derecho a quitarse las vendas para respirar y el de no quitárselas nunca, en el derecho a operarse con buenos cirujanos y no con CARNICEROS, en el libre acceso a los tratamientos hormonales sin necesidad de certificados psiquiátricos, en el derecho a auto-hormonarse. Reivindicamos el vivir sin pedir permiso... Ponemos en duda el protocolo médico español que desde hace años establece unas pautas absurdas y tránsfobas para cualquier ciudadano que desea tomar hormonas de su «sexo» contrario. No creemos en las disforias de género, ni en los trastornos de identidad, no creemos en la locura de la gente, sino en la locura del sistema. No nos clasificamos por sexos, nosotros somos todos diferentes independientemente de nuestros genitales, nuestras hormonas, nuestros labios, ojos, manos... No creemos en los papeles, en el sexo legal, no necesitamos papeles, ni menciones de sexo en el DNI, creemos en la libre circulación de hormonas (que, de hecho, ya existe..). No queremos más psiquiatras, ni libro de psiquiatras/ psicólogos, no queremos más «Test de la Vida Real»... No queremos que nos traten como enfermos mentales..., porque no lo somos... ¡y así es cómo nos llevan tratando desde hace mucho tiempo! Creemos en el activismo, en la constancia, en la visibilidad, en la libertad, en la resistencia... GUERRILLA TRAVOLAKA
Paul B. Preciado (Testo Junkie: Sex, Drugs, and Biopolitics in the Pharmacopornographic Era)
Do Josha som sa zamilovala postupne, deň po dni, minútu po minúte, až kým som sa jedného dňa nezobudila a nebola celá jeho. Odvtedy pre mňa už viac neexistovala možnosť byť bez neho. Naše duše k sebe patrili, boli sme priateľmi, partnermi, druhmi.
Laura Ensi (Zrod vlčieho impéria (Spoločenstvo, #2))
— Cała sztuka w tym, że i pan profesor, i ja wymyśliliśmy to samo. Jestem z tego dumny. — Ale ja nie jestem dumny, piekielny chłopcze. Ja myślałem przez dwa dni. — Niech mi pan profesor przebaczy, ale ja tylko przez jeden dzień, i to tylko po południu, bo rano byłem w szkole.
Kornel Makuszyński (Szatan z siódmej klasy)
Tudi mene čez tri dni ne bo več." "Boš, ampak ne tu, in to z eno izkušnjo več. S svojo dopolnjeno zbirko spominov. Več, kot jih imaš, več smrtnosti je v tebi. Fino in grozno, a ni?
Veronika Simoniti (Ivana pred morjem)
„Jenže štěstí je jako heroin - jakmile ho člověk okusí, jakmile zjistí, že existuje, nedokáže se už nikdy pořádně smířit s obvyklým životem bez něj. Protože štěstí je něco jiného než spokojenost. Štěstí není přirozené. Jedná se o chvějivý výjimečný stav, o vteřiny, minuty, dny, o nichž dobře víte, že nebudou mít dlouhého trvání. A stesk po štěstí nenásleduje, nýbrž ho doprovází. Protože se štěstím přichází bolestné poznání, že se nic nemůže opakovat, a člověku se tedy stýská po tom, co ještě ani neztratil, děsí se abstinence, smutku nad ztrátou, proklíná city, které dosud neznal.
Jo Nesbø (Knife (Harry Hole, #12))
Co kilka dni widywał pannę Izabelę w licznych towarzystwach, otoczoną młodszymi i starszymi ludźmi. Ale już nie raziły go ani umizgi mężczyzn, ani jej spojrzenia i uśmiechy.
Bolesław Prus (The Doll (Central European Classics))
Гомосексуализм, как показывает природа, вовсе не выдумка сатаны и касается не только людей. Насекомые, черви, равно как и некоторые виды морских свинок, практикуют его не реже, чем люди. Самки определенного вида человекообразных обезьян, которые явно никогда не слышали об острове Лесбос, с удовольствием (отнюдь не для продолжения вида) предаются уточенному сексу главным образом между собой. Гомосексуальное поведние не представляет из себя нечто исключительное. Оно отмечено более чем у четырехсот пятидесяти видов животных.
Janusz Leon Wiśniewski (188 dni i nocy)
Descending the great ladder of time, we see four faces. The face of four women. Aged and dead the first two are. The third, a dreamer. The last, a teacher.
Rand Miller (The Book of D'ni (Myst, #3))
Yes, and for all his bluster about making D’ni great again, he had forgotten precisely what it was that had made the D’ni extraordinary. The reason why their empire had lasted for so long. It was not their power, nor the fact that they had once ruled a million worlds, it was their restraint, their astonishing humility.
Rand Miller (The Myst Reader)
Gdy twoja kobieta robi lepiej szablą niż ty, dobrze jest wiedzieć, kiedy ma trudne dni.
Robert M. Wegner (Pamięć Wszystkich Słów(Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza, #4))
„Pewnej nocy zapytał mnie, jaki dom najbardziej mi się podoba – opowiadała mi Angela Vicario. – A ja odpowiedziałam mu, zupełnie nie wiedząc, po co mnie o to pyta, że najładniejszym domem w miasteczku jest domek wdowca Xius”. Osobiście odpowiedziałbym tak samo. Domek ten stał na wysmaganym przez wiatry wzgórzu, z którego widać było bezkresny raj bagnisk pokrytych fioletowymi zawilcami, zaś w jasne letnie dni można było ujrzeć przejrzysty widnokrąg Karaibów i transatlantyki pasażerskie w Cartagena de Indias. Bayardo San Roman udał się jeszcze tej samej nocy do Club Social i przysiadł się do stolika wdowca Xius na partię domina. –Szanowny wdowcze – powiedział mu – kupuję pański dom. –Nie jest na sprzedaż – odrzekł wdowiec. – Kupuję ze wszystkim, co jest w środku. Wdowiec Xius wytłumaczył mu ze staroświecką uprzejmością, że wszystkie znajdujące się w domu przedmioty były kupowane przez jego małżonkę w ciągu całego życia pełnego wyrzeczeń i że tym samym stanowią dla niego jakby cząstkę jej samej. „Mówił ze ściśniętym sercem – powiedział mi grający wówczas z nimi doktor Dionisio Iguaran. – Byłem pewien, że wolałby umrzeć, niż sprzedać dom, w którym był szczęśliwy przez ponad trzydzieści lat”. Bayardo San Roman również uznał jego racje. –Dobrze – powiedział. – Wobec tego niech mi pan sprzeda pusty dom. Wdowiec bronił się jednak do końca gry. Po trzech nocach Bayardo San Roman, już lepiej przygotowany, ponownie przysiadł się do stolika gry w domino. –Szanowny wdowcze – zaczął znów – ile kosztuje dom? –Jest bezcenny. –Proszę podać jakąkolwiek cenę. –Przykro mi, Bayardo – odparł wdowiec – ale wy, młodzi, nie rozumiecie, co to znaczy słuchać głosu serca. Bayardo San Roman nawet się nie namyślał. –Powiedzmy, pięć tysięcy pesos – zaproponował. –Gra pan uczciwie – odparł mu wdowiec starając się zachować godność. – Ten dom nie jest tyle wart. –Dziesięć tysięcy – powiedział Bayardo San Roman. – Od ręki i gotówką, banknot po banknocie. Wdowiec popatrzył na niego oczyma pełnymi łez. „Płakał z wściekłości – wyznał mi doktor Dionisio Iguaran, który nie tylko był lekarzem, ale miał też zacięcie literackie. – Wyobraź sobie: taka suma w zasięgu ręki, a tu trzeba odmówić przez zwykłą słabość serca”. Wdowiec Xius nie mógł wydać z siebie głosu, lecz bez wahania odmówił ruchem głowy. –Wobec tego proszę, by wyświadczył mi pan ostatnią grzeczność – powiedział Bayardo San Roman. – Proszę tu na mnie zaczekać pięć minut. Po pięciu minutach rzeczywiście wrócił do Club Social z sakwami inkrustowanymi srebrem i położył na stole dziesięć plików banknotów po tysiąc, jeszcze opasanych sygnowanymi banderolami Banku Narodowego. Wdowiec Xius umarł w dwa miesiące później. „To go zabiło – mawiał doktor Dionisio Iguaran. – Był zdrowszy od nas wszystkich, ale kiedy się osłuchiwało jego serce, w środku słychać było plusk łez”. Sprzedał bowiem nie tylko dom łącznie ze wszystkim, co się w nim znajdowało, ale oprócz tego poprosił Bayarda San Roman, by należność spłacał mu ratami, gdyż nie pozostała mu na pocieszenie nawet skrzynia, w której mógłby schować tyle pieniędzy.
Gabriel García Márquez (Chronicle of a Death Foretold (KnowledgeNotes))
Pewnej nocy zapytał mnie, jaki dom najbardziej mi się podoba – opowiadała mi Angela Vicario. – A ja odpowiedziałam mu, zupełnie nie wiedząc, po co mnie o to pyta, że najładniejszym domem w miasteczku jest domek wdowca Xius”. Osobiście odpowiedziałbym tak samo. Domek ten stał na wysmaganym przez wiatry wzgórzu, z którego widać było bezkresny raj bagnisk pokrytych fioletowymi zawilcami, zaś w jasne letnie dni można było ujrzeć przejrzysty widnokrąg Karaibów i transatlantyki pasażerskie w Cartagena de Indias. Bayardo San Roman udał się jeszcze tej samej nocy do Club Social i przysiadł się do stolika wdowca Xius na partię domina. –Szanowny wdowcze – powiedział mu – kupuję pański dom. –Nie jest na sprzedaż – odrzekł wdowiec. – Kupuję ze wszystkim, co jest w środku. Wdowiec Xius wytłumaczył mu ze staroświecką uprzejmością, że wszystkie znajdujące się w domu przedmioty były kupowane przez jego małżonkę w ciągu całego życia pełnego wyrzeczeń i że tym samym stanowią dla niego jakby cząstkę jej samej. „Mówił ze ściśniętym sercem – powiedział mi grający wówczas z nimi doktor Dionisio Iguaran. – Byłem pewien, że wolałby umrzeć, niż sprzedać dom, w którym był szczęśliwy przez ponad trzydzieści lat”. Bayardo San Roman również uznał jego racje. –Dobrze – powiedział. – Wobec tego niech mi pan sprzeda pusty dom. Wdowiec bronił się jednak do końca gry. Po trzech nocach Bayardo San Roman, już lepiej przygotowany, ponownie przysiadł się do stolika gry w domino. –Szanowny wdowcze – zaczął znów – ile kosztuje dom? –Jest bezcenny. –Proszę podać jakąkolwiek cenę. –Przykro mi, Bayardo – odparł wdowiec – ale wy, młodzi, nie rozumiecie, co to znaczy słuchać głosu serca. Bayardo San Roman nawet się nie namyślał. –Powiedzmy, pięć tysięcy pesos – zaproponował. –Gra pan uczciwie – odparł mu wdowiec starając się zachować godność. – Ten dom nie jest tyle wart. –Dziesięć tysięcy – powiedział Bayardo San Roman. – Od ręki i gotówką, banknot po banknocie. Wdowiec popatrzył na niego oczyma pełnymi łez. „Płakał z wściekłości – wyznał mi doktor Dionisio Iguaran, który nie tylko był lekarzem, ale miał też zacięcie literackie. – Wyobraź sobie: taka suma w zasięgu ręki, a tu trzeba odmówić przez zwykłą słabość serca”. Wdowiec Xius nie mógł wydać z siebie głosu, lecz bez wahania odmówił ruchem głowy. –Wobec tego proszę, by wyświadczył mi pan ostatnią grzeczność – powiedział Bayardo San Roman. – Proszę tu na mnie zaczekać pięć minut. Po pięciu minutach rzeczywiście wrócił do Club Social z sakwami inkrustowanymi srebrem i położył na stole dziesięć plików banknotów po tysiąc, jeszcze opasanych sygnowanymi banderolami Banku Narodowego. Wdowiec Xius umarł w dwa miesiące później. „To go zabiło – mawiał doktor Dionisio Iguaran. – Był zdrowszy od nas wszystkich, ale kiedy się osłuchiwało jego serce, w środku słychać było plusk łez”. Sprzedał bowiem nie tylko dom łącznie ze wszystkim, co się w nim znajdowało, ale oprócz tego poprosił Bayarda San Roman, by należność spłacał mu ratami, gdyż nie pozostała mu na pocieszenie nawet skrzynia, w której mógłby schować tyle pieniędzy.
Gabriel García Márquez (Chronicle of a Death Foretold)
Dni, ktoré neboli ničím výnimočné, dni,v ktorých sa neudialo nič, čo by vybočovalo z priemeru, nič hodné povšimnutia. Holá každodennosť. Čosi, čo človeku začne chýbať, až keď sa to rozsype.
Elisabeth Åsbrink
Wrócił. Był wrzesień, koniec lata, osobliwy czas, kiedy w złotych godzinach powoli odchodzą ciepłe dni.
Magda Knedler (Narzeczone Chopina)
Słuchałam po latach, co mówili o nim ludzie, słuchałam, jak go przerabiali na kamień i złoto, jak odbierali mu oddech i krew, jak wygładzali na nim wszystkie kanty i czynili z niego ideał. Słuchałam, że mu stawiają gdzieś tam pomniki i że go teraz odkrywają młodzi, że go grają na koncertach i niedawno nawet koncert taki słyszałam. Julcia mnie wzięła kilka dni temu. Nie musiała mówić, że fortepianista rzucał się przy klawiszach, że dłoń mu się w szpon osobliwy układała, że miny stroił boleściwe, że nerwy swoje własne przenosił na palce i na muzykę. A przecież to nie tak trzeba. To nerwy Frycka trzeba odnaleźć i wygrać, to jego ból umieć odczytać, a nie swój własny.
Magda Knedler (Narzeczone Chopina)
Z biegiem lat, z biegiem dni ten umarł, tamtego brak; człowiek sobie marzy, śni, a z nudów przywdziewa frak — przyjechałem na wesele i choć mi niejedno wspak, jakoś, jakoś dobrze mi.
Stanisław Wyspiański (The Wedding)
Ile to minęło od... Rok? -Rok, dwa miesiące i osiemnaście dni. -Wzruszasz mnie. Celowo? -Celowo. Yen...
Andrzej Sapkowski (Wiedźmin (Saga o Wiedźminie, #0.5-0.6, #1-5))
Rozwój kapitalizmu odbywa się nie gładko w linii prostej, lecz ostrym zygzakiem na kształt błyskawicy. Podobnie jak różne kraje kapitalistyczne znajdują się na różnych szczeblach rozwoju, tak też dzieje się w każdym poszczególnym kraju z różnymi warstwami tej samej klasy robotniczej. Jednakże historia nie czeka cierpliwie, aż zacofane kraje i warstwy dogonią najbardziej postępowe, aby całość mogła się symetrycznie, jak zwarta kolumna, posuwać dalej. Wywołuje już ona wybuchy w najbardziej naprzód wysuniętych punktach, gdy tylko warunki do tego dojrzeją, a w burzliwym okresie rewolucji zostaje w ciągu kilku dni lub miesięcy odrobione to, czego zaniedbano, lub wyrównane to, co było nierówne, i jedno pchnięcie gwałtownie przyspiesza cały postęp społeczny.
Róża Luksemburg (O rewolucji)
Są chwile, o których marzysz, i chwile, na które czekasz całe życie - mówi Jos - Są [też] chwile, które zapamiętasz do końca swoich dni.
Elżbieta Sieradzińska (Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt)
Vsi vemo, da življenje od nas veliko terja. Zato je še pomembnejše, da se pri vsem norenju in garanju ne mučimo kar tja v tri dni, se zaradi tega se pritožujemo in sami sebe pomilujemo, oziroma okrivimo nekoga kot grešnega kozla, nato pa enako drvimo naprej.
Elizabeth Lukas
we ordered a bottle of champagne. There was nothing drunk, but the fact that there is no opportunity also created it.
Blanka Lipińska (Kolejne 365 dni (365 dni, #3))
For us," Olo said, holding a glass. - For shopping, trips, for life, for what we have and what awaits us.
Blanka Lipińska (Kolejne 365 dni (365 dni, #3))
It didn't matter to me that I didn't have even one pair of panties with me. Always I could walk without. But the fact that I didn't have a single pair of shoes was already a drama.
Blanka Lipińska (Kolejne 365 dni (365 dni, #3))